Zakładki:
Www... czasozapychacze
Zerkam czasem:

WSZYSTKIE ZDJĘCIA ZAMIESZCZONE NA TEJ STRONIE(OPRÓCZ PODPISANYCH INNYM ŹRÓDLEM) SĄ WŁASNOŚCIĄ AUTORA. KOPIOWANIE, PRZETWARZANIE, UŻYTEK BEZ ZGODY AUTORA, ZABRONIONY.
|
wtorek, 09 lutego 2010
Golden peach
Za chwilę minie dokładnie miesiąc jak zaczęłam stosować cudowną dietę Sz. P. Dukana. Reasumując:
Waga wyjściowa: 70kg. (shit happens:), [było 72, ale te 2 zrzuciłam jeszcze przed dietą, ograniczając słodycze :P]
waga aktualna: 65,5kg (już po porannej toalecie)
waga docelowa (wątpie).. 58kg. (mam 165cm więc nie wymyśliłam tej wagi z kosmosu, zwłaszcza, że kiedyś już tyle było. I nie, nie 10 lat temu, raczej 4.. praca siedząca to ZŁO)
Wnioski: To cudowne, że prawie połowę mam już za sobą.. kiepsko, że druga połowa dopiero przede mną. Oklapły mi cycki, ale zmieściłam się w od dawna nienoszone spodnie. Widoczność ładnie ją nazywając.. pomarańczowej skórki, spadła o 60%. To chyba dobrze. Zamierzam wytrwać przez wszystkie fazy i nie dopuścić do efektu jojo. Do wakacji jeszcze trochę więc powinnam dać radę. Test silnej woli już w czwartek, will see..
Poniżej prezentuję spodnie do niedawna nie-do-dopięcia i bluzkę w której dopiero na zdjęciach widzę puste miseczki... Wiecie co to oznacza..? ZAKUPY! Każdy powód jest dobry :)
Stoję w skarpetach stąd efekt przydługich nogawek. No i załapała się moją ulubiona dirty-pink torebka. Nie wiem czemu Matyś jej nie znosi :/







No musiałam, przepraszam. Biba w swojej pozycji, na lenia. Siedziała tak dobre 20 minut.

spodnie z MNG, bluzka z C&A, marynarka z New Look, torebka.. I am; a szal HGW? to był prezent :)
poniedziałek, 08 lutego 2010
Lekcja Decoupagu
Tym razem weekend spędziłam wyjątkowo twórczo. W sobotę koło południa spotkałam się z Magdą na ploteczki. Wypiłyśmy po ogromniastej kawie (serio, nigdy nie dostałam większego kubka), a na koniec zrobiłyśmy zapasy pachnących herbat i świerszczy dla Madlenowego pająka. No, nie do końca jej, bo jej faceta, ale że z nim pomieszkuje, to prawie jak jej.
Jako że z Matsiem spotykałam się dopiero wieczorkiem, miałam jeszcze trochę czasu dla siebie. Postanowiłam więc, o zgrozo.. przyswoić nieco wiedzy z zakresu decoupagu.. Dołączyłam do już malującej mamy i prawie coś z tego mojego dłubania wyszło. Podkreślam jednak, że prawie robi dużą różnicę.. :) Mama doświadczenie i umiejętności ma, choć rysuje i maluje całkiem dla siebie.. mi pozostaję wierny i niezawodny filc. Z niego na szczęscie im brzydsze tym fajniejsze rzeczy wychodzą, co daje mi pole do popisu.
W niedziele w ramach akcji odchamiania poszliśmy do Galerii Zachęta, ale co tu dużo mówić.. Albo nie dostrzegamy ukrytego piękna, albo sztuka dawno przestała być Sztuką. Więcej komantarza nie trzeba.


Utrwalanie więzi Matka-Córka :)



Moja jeszcze łysa deseczka.. za chwilę nieodwracalnie ją oszpecę :)

Mamusiowa łysa deseczka:

A teraz efekty końcowe: mój "idź i nie wracaj"

Mamy, wciąż nie polakierowany:

piątek, 05 lutego 2010
Something more about me
Korzystając z okazji, że jestem chora.. wyspałam się, wzięłam dluuugą kąpiel z książką w tle, zjadłam pyszne śniadanko, a na deser.. odwiedził mnie mój samiec w czasie przerwy w pracy:) wrrr.. :) Oczywiście tylko się poprzytulaliśmy.
Ogólnie dzień mija leniwie, a z nadmiaru nudy, postanowiłam wrzucić pare zdjęć w jakiś sposób mnie opisujących. No to start:













Uwielbiam ta szmacianą bluzkę, będzie idealna jak przyjdą upały. Mam nadzieję, że nastąpi to już niebawem, bo mimo dzisiejszego słońca.. wciąż przytłaczają mnie resztki zimy :/
bluzka: Lindex; niby-skarpety: orsay; a lajkry można kupić wszędzie.
czwartek, 28 stycznia 2010
No idea, No topic...
Koszula to już prawdopodobnie antyk. Jej wiek, mogłabym liczyć w latach, bo ostatni raz nosiłam ją chyba w podstawówce. Tak wisiała i wisiała i czekała cierpliwie na swoją kolej, a ja zupełnie nie miałam pomysłu z czym to ubrać. Do dziś, choć pod koniec dnia, już nie byłam taka pewna wyboru. Przeszkadzało mi to wieczne dyndanie przy nadgarstkach.. Z bólem serca uznaję koszulowy debiut za pierwszy i ostatni. Nic nie będzie z tego romansu. Tak wiec, Bon Voyage!
Co innego kaszkiet :) Wygrzebany na ciuchach za grosze, raduje duszę moją. Rozmiar męski, ale to dobrze.. ja mam wielką głowę.
No i punkt kulminacyjny imprezy! Zrobiłam wczoraj update swojej szafy. Powywalałam wszystko: stare, za małe, za duże, "co ja sobie myślałam" itd. Zrobiło się duuużo miejsca na nowe rzeczy. Szkoda tylko, że do pensji tak daleko. No i że całe oszczędności wydałam na aparat. Oczywiście kocham mój nowy aparat, ale tak się składa..że kocham też zakupy :/



wtorek, 26 stycznia 2010
Różowe Flamingi i wata cukrowa
Odwołuję wszystko co powiedziałam na temat zimy. To jak ją uwielbiam, jak to nie mogłam sie doczekać śniegu, jak to jest biało i puchato. Zima to zło! Zamarzają mi smarki w nosie, akumulator w samochodzie i paluszki u nóg. A to już zdecydowanie za wiele. Więc dziś, po powrocie do domu, jeszcze z czerownymi polikami, zapragnęłam poczuć tak choć odrobinkę lata. Ubrałam świeżo nabytą flamingową bluzkę i oszamałam kubek truskawkowej waty cukrowej. Tak, wciąż jestem na diecie... ale zjadłam tak tylko mini mini :)
A z innej beczki: gratuluje Madlenie nowej pracy! :) Hony, zaklepuję rundę honorową służbowym samochodem!






No i moja starannie pleciona fryzurka, co to na wieczór, pod kapturem się szczochrała:

Flamingowy błekit to ostatni łup z SH.
środa, 20 stycznia 2010
Be Stupid!
Znalazłam właśnie w sieci dość oryginalną kampanię Diesela. Na pierwszy rzut oka, dałabym sobię głowę uciąć, że to Benetton znów z czymś przyszalał, a tu surprise!
Nie czuję się urażona, raczej rozbawiona. Chciłam wstawić tylko kilka z tych wyszukanych zdjęć, ale co mi tam.. BE STUPID! :) będą wszystkie..





































ZWARIOWAŁAM :)
|